W piątek 21 maja rozpętała się burza. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w ramach środków tymczasowych nakazał Polsce natychmiastowe zaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni PGE Turów. Decyzja ta jest efektem sprawy wniesionej do TSUE przez władze Czech, które uważają, że Polska – wydając koncesję na dalsze wydobycie złóż węgla brunatnego – złamała przepisy unijne.
Wyrok TSUE, to są pierwsze efekty wprowadzania Nowego Ładu i w ramach zrównoważonego rozwoju, a raczej „destrukcji”, likwidacji polskiego przemysłu i powolnego dokonywania eutanazji naszej ojczyzny.
Czytając na Twitterze fanfaronady na ten temat, było mi po prostu smutno.
Rozumiem radość Jakuba Kulhaneka, ministra spraw zagranicznych Czech, który napisał: „Dobre wieści. Na podstawie wniosku Republiki Czeskiej TSUE nakazał Polsce wstrzymanie wydobycia węgla w kopalni Turów bez zwłoki do czasu rozstrzygnięcia merytorycznego”.
Także rozumiem triumf, jaki ogłasza Richard Brabec, czeskiego ministra środowiska, który napisał: „Pierwsze duże zwycięstwo w sprawie Turowa! TSUE właśnie nakazał Polsce natychmiastowe zaprzestanie wydobycia do czasu wydania wyroku w sprawie naszego pozwu przeciwko Polsce. Jestem niezmiernie szczęśliwy i dziękuję wszystkim, którzy pomagają nam w walce prawnej o nasze środowisko”.
W końcu Czechy są stroną i zakładając sprawę, oczekiwały takiego właśnie rezultatu.
Jednak trudno jest mi zrozumieć naszych ćwierkaczy popierających ten wyrok.
W domu mnie uczono, że „w swoje gniazdo…. ” , ale cóż jasno widać, że niektórzy nie uważają to gniazdo za swoje.
Swoją drogą jest mi ich żal, czuję coś w rodzaju litości. Ponieważ są ewidentnym produktem glonalistycznej manipulacji. Stracili to, co jest najważniejsze dla człowieka, stracili korzenie, historię, narodowość, wolność, są zawieszonymi w niebycie ludźmi znikąd, nic nieznaczącym numerem w globalistycznej bazie danych.

W swoich wypowiedziach Czesi wskazują na problem społeczny, argumentując, że kopalnia może mieć negatywny wpływ na poziom wód, a tym samym może doprowadzić do problemów z dostawami wody pitnej do kraju libereckiego.
Jeżeli taka jest prawda, to nasi sąsiedzi mają bardzo szybki refleks, ponieważ kopalnia Turów nie istnieje od wczoraj. W tym regionie eksploatowanie węgla brunatnego na skalę przemysłową datuje się od otwarcia kopalni Herkules w 1904 roku. Następnie w 1924 roku zagłębie przeszło w posiadanie koncernu Aktiengesellschaft Sächsische Werke, a od 1947 istnieje pod nazwą Turów. Przez ponad 100 lat Czesi nie zauważyli problemu, dopiero teraz u progu wprowadzania Wielkiego Resetu ogłoszonego przez Forum Ekonomiczne z Davos zauważyli, że w kranach nie mają wody.
Chociaż wydaje się to być ewidentnym kłamstwem, ponieważ jak mówią przedstawiciele kopalni, są wybudowane odpowiednie filtry aby chronić środowisko przed ewentualnymi szkodami.


Ponadto patrząc na mapę regionu można zauważyć, że nasza kopalnia nie jest jedyna i nie należy do największych w regionie. Kopalnie niemieckie i czeskie wiodą tutaj prym i być może to właśnie tamte zagrażają środowisku i należałoby natychmiast zamknąć.


Jest starą prawdą „na pochyłe drzewo, kozy skaczą” i nie da się ukryć, mamy rząd taki jaki mamy.
Przejście Polski z komunizmu do ustroju o charakterze demokratycznym odcisnęło swoje piętno. Przez 30 lat po okrągłym stole, było cynicznie wykorzystywane przez kolejne partie rządzące. Brak konkretnego celu politycznego i gospodarczego, rozmywanie swoich działań, w efekcie doprowadziło do międzynarodowej nieistotności naszego kraju na arenie międzynarodowej.
Dziś zbieramy żniwo, absurdalnych decyzji kolejnych rządów, które prowadziły do destrukcji państwa we wszystkich jego aspektach. Kopalnia Turów jest przykładem tego, co się dzieje w naszym kraju od lat.

W tym kontekście oburzenie premiera Morawieckiego jest czystą bufonadą i tak jak w przypadku wielu innych spraw, ze strony rządu nie zostanie zrobione nic.
Ponadto sprawa jest skomplikowana, ponieważ TSUE wydało orzeczenie, którego adresatem jest Polska, a kopalnia należy PGEGiEK. Z kolei Polska jako kraj zgodnie z obowiązującym prawem, nie może zakazać żadnej firmie zaprzestania legalnie wykonywanej działalności.
TSUE zarządziło natychmiastowe zawieszenie pracy kopalni, aż do momentu wyjaśnienia kwestii sporu, co jest równoznaczne z jej zamknięciem. Ta decyzja wydaje się być oparta na emocjach, jednak w jej kulisach drzemią polityczne działania.

Jest ewidentne, kopalnia w Turowie jest pierwszą nagłośnioną medialnie, ofiarą Wielkiego Resetu ogłoszonego przez Międzynarodowe Forum Ekonomiczne, w pełni popieranego przez Unię Europejską. Ogłoszony Nowy Ład, w skład którego wchodzi transformacja energetyczna prowadząca w epokę post-industrialną z zerowym przyrostem, jest wynikiem właśnie tej polityki. To z kolei oznacza całkowitą likwidację przemysłu i pozostawienie nas z niczym. To oznacza również cofnięcie gospodarcze Polski o kilka wieków wstecz.

TSUE zobowiązał nasz kraj do natychmiastowego zaprzestania wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów, bez oglądania się na konsekwencje tej decyzji dla kraju, jak i dla regionu. Z dnia na dzień zamknięcie tej kopalni oznacza nie tylko utratę pracy dla tysięcy pracowników, to również oznacza natychmiastowe wysłanie tych ludzi na bruk i przemianowanie ich w pariasów, zależnych od zasiłku i łaski oraz niełaski nadzorcy, którym staje się obecny rząd. To także oznacza zubożenie regionu, bo za tą kopalnią zaraz zostanie zamkniętych na kłódkę wiele innych firm, a jako pierwsza będzie elektrownia w Bogatyni.

PGE Polska Grupa Energetyczna podaje, że zamknięcie kopalni w Turowie oznacza automatyczne wyłączenie pobliskiej elektrowni w Bogatyni, która dostarcza prąd do domów 3,7 mln Polaków. Jak powiedziała Wioletta Czemiel-Grzybowska prezes PGEGiEK: „Wyłączenie elektrowni zachwieje polskim systemem energetycznym”.
Należy podkreślić, że elektrownia w Bogatyni jest jedną największych w kraju i pracuje na węglu brunatnym właśnie z tej kopalni.
Jest oczywiste, że jeżeli nie można wydobywać węgla z pobliskiej kopalni, to działalność elektrowni staje się niemożliwa.
Elektrownia Turów w Bogatyni to mniej więcej 7% polskiej produkcji prądu.
To także jest 7% prądu, który nie popłynie do naszych domów.
Te brakujące 7% prądu rząd będzie zmuszony kupić od zagranicznego dostawcy, którymi mogą być Niemcy lub Czechy.
Nie trzeba chyba dodawać, że te 7% zakupionego prądu od zagranicznych dostawców będzie droższe od tego, który mamy teraz z naszej elektrowni w Bogatyni, a różnica tego zakupu będzie uwidoczniona w naszych rachunkach za prąd.
Tak też, dzięki decyzji TSUE, polska rodzina będzie więcej płacić za świtało, za ogrzanie mieszkania i za wszystkie produkty, które będzie kupować.
To również jest budowana zależność naszej gospodarki od kaprysów zagranicznych dostawców energii. Kopalnia Turów poszła pierwsza pod młotek, a za nią pójdą następne. Jest stara prawda, kraj zależny od zewnętrznego dostawcy w tak newralgicznej dziedzinie, jaką jest energia, nie ma prawa się rozwijać. Powstaje tutaj zasadnicze pytanie, dokąd zmierzamy jako Polska, jako naród i czy naprawdę chcemy takiej umowy społecznej, w której będziemy nieistotną częścią barbarzyńskiej polityki władców zasiadających na tronach w Brukseli.

komentarz E. Marcinkowska

Dzięki Waszej pomocy i Waszemu wsparciu wolne media mogą funkcjonować. Proszę wesprzyj naszą walkę o wolność słowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *