17 września 2021 roku miał internetową premierę długo zapowiadany film W. Sumlińskiego „Powrót do Jedwabnego”. Nie mogłem go obejrzeć w dniu tejże premiery i właśnie dziś miałem czas i jestem świeżo po zapoznaniu się z nim. Moja najważniejsza refleksja: ten film winni obejrzeć wszyscy… od Polaków poprzez Amerykanów aż do Niemców i Żydów!
Pod względem warsztatowym i oryginalności scenariusza jest bez zarzutu. I tak samo jest z dokumentalną warstwą historyczną. Przekazuje on bowiem prawdę, którą można było pokazać opierając się na dotąd poznanych faktach dotyczących tej zbrodni, ale też przedstawia całkowicie nowych świadków, którzy zadają kłam żydowskiej narracji jakoby to Polacy a nie Niemcy dokonali spalenia Żydów w Jedwabnym. 
A przecież należy sobie zdawać sprawę, że właśnie – co pokazuje też ten film – to przypisywanie przez Żydów naszej winy jest podstawą do wysuwaniu przez nich całkowicie fałszywej historii, która ma za zadanie przedstawić Polaków jako współwinnych (a może nawet winnych?) Holocaustowi, dzięki czemu będą mieli jakąś tam moralną podstawę do żądania od nas bezprawnych reparacji wojennych za bezspadkowe mienie żydowskie utracone w czasie II WŚ i po niej. Bez tego takie ich żądania nie miałyby żadnej podstawy prawnej ani moralnej. I właśnie dlatego większość Żydów z naczelnym rabinem Polski Michaelem Schudrichem na czele, robią od wielu lat wszystko, żeby nie doszło do ekshumacji w Jedwabnym. A dlaczego? Bo okazałoby się, że dziesiątki lat prób kreowania Polski na nazistów, których kulminacyjnym punktem była książka „Sąsiedzi” T. Grossa, są przez nich „wyssane z palca” i miały na celu jedynie ograbienie Polski z naszego majątku. A to nie są małe kwoty, bo wahają się od 65 mld do 300 mld USD a prawdopodobnie to nie są ostateczne ich wyliczenia. 
Jakże ważny jest ten dokumentalny film i mogę jedynie podziękować W. Sumlińskiemu, całej ekipie filmowej i ludziom, którzy wystąpili w tym filmie. Decyzja uczestniczenia w nim – dla wielu – była zapewne bardzo trudna i jestem pełny podziwu za ich odwagę. 
Jednocześnie warto też zwrócić uwagę, że W. Sumliński oprócz samego odnoszenia się do Zbrodni w Jedwabnem „przemycił” też fakty z naszej historii, które dla wielu – szczególnie zagranicznych – odbiorców mogą być zupełnym zaskoczeniem. Stanowiły one tło, które miało wyjaśniać jak mogło dojść do tej zbrodni, ale też w niektórych fragmentach przekazują po prostu prawdę o naszej przeszłości, która przez dużą część Żydów jest zakłamywana i te kłamstwa stają się podstawą nauczania historii już niemal na całym świecie. Taką – opartą na faktach historycznych – prawdę o naszej Polsce winni zajmować się takie instytucje jak Polska Fundacja Narodowa czy Instytut Pamięci Narodowej. Niestety, tego w wystarczającej ilości nie robią.
Zachęcam do obejrzenia tego filmu i radzę go szybko kopiować, bo być może niedługo zniknie z YouTube

Jednocześnie – tak już wcześniej czyniłem – po obejrzeniu filmu W. Sumlińskiego polecam też jako uzupełnienie ponowne obejrzenie filmu „Zniesławienie”. Jest on idealnym uzupełnieniem „Powrotu do Jedwabnego”

I tak jeszcze na koniec przypomnę fragmenty innego mojego postu pt. „Barbarzyństwo manipulacji, cynizm intelektualny i co jeszcze?” (0).
Wielu Żydów i ich organizacje wykreowały pewien współczesny sposób myślenia o nich i ich oceniania. Ta manipulacja polega na tym, iż Żydzi wymagają od nas wszystkich abyśmy oceniali fakty ich dotyczące zawsze poprzez pryzmat ich Holocaustu podczas II Wojny Światowej, nie zważając na uwarunkowania historyczne danego okresu dziejów świata. 
Ta manipulacja pozwala Żydom oceniać np. przedwojennych Polaków jako „antysemitów” właśnie poprzez ten Holocaust, którego przed wojną przecież nie było. Dodatkowo ta narracja powoduje, iż nawet historycy boją się krytykować przeszłych i obecnych Żydów oraz doprowadziła nawet do kuriozalnej sytuacji, że nawet nazwanie Żyda Żydem bywa przez nich już określane jako „antysemityzm”. 
Ale warto to szczegółowiej przedstawić. 
Dokonywanie współczesnych ocen wydarzeń przeszłych na podstawie zdarzeń i ich skutków późniejszych od ocenianych  przy jednoczesnym braku wskazywania konkretnych odniesień do sytuacji i warunków danego okresu historycznego obydwu faktów jest przejawem najbardziej haniebnie szpetnie manipulacyjnego barbarzyństwa metodologicznego nauk (badań) historycznych i wyrazem ogromnego prymitywizmu oraz wtórnego  infantylizmu intelektualnego bądź też zamierzonego cynizmu, egocentroizmu, obłudy i hipokryzji intelektualnej autora lub autorów dokonujących takiego wnioskowania ocennego.
Właśnie chyba takiego zaś typu i zawsze jednoznacznie niemal identycznych i podobnych do siebie ocen oraz opinii dokonuje się dziś na świecie chyba tylko w przypadku jednego typu zachowań i wydarzeń, a mianowicie dotyczących wszystkiego, co współcześnie można nazwać działaniami lub wydarzeniami tzw. „podmiotowo antyżydowskimi” (1). Zauważmy, że cokolwiek i gdziekolwiek antyżydowskiego zdarzyło się realnie lub też chyba częściej tylko mitycznie przed okresem tragedii tzw. Holocaustu (2) to automatycznie oceniane jest negatywnie i jednocześnie  – w sposób nawet tylko pośredni lub też podświadomy – porównawczo wiąże się to zjawisko z samą istotą tragedii tzw. Holocaustu i jej późniejszych skutków, oczywiście przy braku jakichkolwiek odniesień do uwarunkowań społeczno-politycznych konkretnego okresu każdego z tych zdarzeń. Rodzi to olbrzymie pole do manipulacji i np. egzekwowania wyrażania określonych emocji lub zadośćuczynienia za nawet mityczne krzywdy.
Aby przekonać się jak może to być perfidnie manipulacyjne to wystarczy np. dokonać natychmiastowej, intuicyjno-podświadomej oceny hipotetycznego Polaka, który w 1938 roku w Warszawie krzyknąłby do Żyda: „Ty wstrętny, podły i szpetny Żydzie”!
Już!? (zapamiętajmy tą swoją natychmiastową opinię i ocenę tegoż Polaka na krótką chwilę w swej pamięci…)
A teraz pragnę przedstawić kilka hipotetycznie i subiektywnie dobranych oraz zestawionych przeze mnie informacji dodatkowych na temat tegoż wstrętnego okrzyku Polaka w stosunku do Żyda:Tym (tylko hipotetycznie istniejącym) Polakiem był  biedny polski robotnik mieszkający w jakimś obskurnym miejscu lub był też nawet np. bezrobotnym, który mijał właśnie żydowską kamienicę z napisem „Nasze kamienice, wasze ulice” i jednocześnie przechodził obok żydowskiego właściciela tej kamienicy. Był to rok przed II Wojną Światową. W Niemczech szalało wtedy zjawisko antyżydowskości („antysemickośći”) podnoszonej niemalże do narodowo-socjalistycznej idei niemieckiego narodu panów a w Polsce działała m.in. komunistyczna KPP chcąca pozbawić Polskę niepodległości na rzecz Sowietów i globalnego komunizmu. Powszechnie było wiadomo, że KPP to zdrajcy a w dużej liczbie ich szeregi zasilane zostawały przez komunistów żydowskich (co w sumie może wydawać się nawet w szczególnych okolicznościach naturalne, bowiem przy braku wtedy własnego państwa Żydzi musieli mocno i z nieraz chyba charakterystyczną sobie lichwiarską mentalnością negatywnie zazdrościć wszystkim, którzy to państwo posiadali od nawet niemal – jak Polska – 1000 lat).  Polska przygotowywała się wtedy powoli do wojny z Niemcami i Sowietami i też nie za bardzo angażowała się w jakieś zdecydowanie antysemickie nawoływania hitlerowskich Niemców czy też polskich skrajnych nacjonalistów. Zresztą przecież Polska wcześniej jako jedyny kraj w Europie – już za czasów Kazimierza Wielkiego – przyjęła „z otwartymi ramionami” do Polski Żydów przepędzanych z całej Europy – co przecież też wynikało z jej zwykłej (a może wyjątkowej?) charakterystycznie ludzkiej tolerancji i naturalnie występującego chyba u normalnego człowieka współczucia dla każdego typu prześladowanych i poniżanych gdzie indziej przez innych (ale nie w tym okresie w stosunku do Żydów – tu Polska była wyjątkiem!). Ze wschodnich rejonów Polski jednak już w tymże 1938 roku docierało wiele sygnałów o tym, że duża część Żydów czeka niecierpliwie na ewentualne zajęcie przez Sowietów wschodnich rubieży Polski. Polska roku 1938 to Polska, która odzyskała niepodległość zaledwie 20 lat wcześniej po 123 latach zaborów. 
Czas refleksji minął… (zapamiętajmy teraz swoje refleksje… tym razem na dłużej w pamięci… i zawsze starajmy się oceniać konkretne przedstawiane nam fakty z możliwie największej ilości stron mogących mieć wpływ na te fakty i próbujmy znajdować dla nich odpowiedni kontekst historyczny, czy też miejsca lub okoliczności wystąpienia określonego zdarzenia… próbujmy dokonywać ocen z punktu widzenia… i Pana, i Wójta, i Plebana, i Biskupa… a może też warto byłoby ocenić jeszcze i… z punktu widzenia jakiegoś stojącego w oddali zdarzenia konia i woźnicy tegoż konia… szukajmy nawet niedorzeczności… Tak oceniając fakty będziemy umieli samodzielnie, kreatywnie i logicznie myśleć oraz wyciągać obiektywnie właściwe i logiczne oraz – co ważne – własne wnioski na podstawie własnej wiedzy (doświadczeń, umiejętności) i nadawać im własną ocenę na podstawie respektowanych i realizowanych przez siebie w życiu wartości i postaw ideowo-życiowych, poglądów… Będziemy świadomymi odbiorcami faktów a nie bezwolnymi baranami, lemingami, biorcami… ich już wcześniej nakreślonych przez innych subiektywnych ocen tych faktów… Powoli stawać się będziemy światłymi ludźmi, którzy z pewnością też… niczym magnez przyciągać będą do siebie najpiękniejsze latorośle płci przeciwnej… / to ostatnie dygresyjnie ;)) 

Wracając do przedmiotu niniejszego, specyficznego postu….
Zjawiskiem skutkowo identycznym są oczywiście próby dokonywania ocen lub wydawania opinii w stosunku do przeszłych wydarzeń historycznych w sposób wybiórczy pomijając kontekst historyczny wydarzenia oraz uwarunkowania współczesności. Przecież akt wyzywania Żyda dziś nie ma już nic wspólnego ze skalą i skutkami oraz przyczynami wyzywania tegoż Żyda w czasie eksterminacji wojennej. Dziś jest to zupełnie coś innego i nie można oceniać dzisiejszego występku poprzez pryzmat wydarzeń historycznych okresu innego, w tym wypadku okresu eksterminacji Żydów (w dużej mierze chyba biedniejszej aszkenazyjskiej i być może chazarskiej części Żydów). Tym bardziej, że dzisiaj Żydzi dzięki niestety swemu specyficznemu „przedsiębiorstwu” (3) znaleźli się na „kryształowym piedestale nienaruszalności hierarchicznej ich pozycji” wśród wszystkich narodów świata i sami stają się często dziś prześladowcami za realną lub ewentualną i wyimaginowaną współczesną antyżydowskość….
(1) Staram się nie używać popularnego terminu „antysemityzm”. Jest to niestety pewien rodzaj manipulacji dokonywanej notorycznie przez syjonistów rabiniczno-talmudycznych. Manipulacja ta – ogólnie mówiąc – polega na zawłaszczaniu przez nich pewnych ogólnych negatywnych zjawisk i ich określeń i zawężaniu ich znaczenia tylko do pewnej części Żydów i ich martyrologii dziejowej. Przecież określenie „antysemita” oznacza niechęć do wszystkich narodów semickich posługujących się językami semickimi, czyli współcześnie najczęściej językiem: amharskim, arabskim, hebrajskim, maltańskim lub tigrinijskim. Takich narodów jest bardzo wiele – oprócz Żydów (Hebrajczyków) są to np. Arabowie, czy też niektóre ludy o czarnym kolorze skóry (np. wujek Pani M. O’Bamy jest – był? – naczelnym rabinem czarnych syjonistów w USA). Tak więc określenie antysemita sugeruje niechęć zarówno do Żydów jak i np. Arabów (sic!). O ileż łatwiej byłoby po prostu o kimś, kto w jakimś obszarze jest niechętny Żydom, zwyczajnie powiedzieć: antyjudaista (niechętny wobec wiary i religii judaistycznej), antysyjonista (niechętny wobec m.in. żydowskich syjonistów w zakresie talmudyczno-rabinicznego rozumienia przez nich świata i ludzi w nim żyjących) a jeżeli już kogoś chcemy określić jako rasistę to warto byłoby użyć określenia „antyżyd” lub „antyizraelita”.
(2) Zawsze odczuwam wątpliwości pisząc bezpośrednio znaczeniowo słowo „Holocaust” jako termin oznaczający zagładę Żydów. Shoah, Szoa (hebr. שואה – całkowita zagłada, zniszczenie) jest przez większość uważana jako synonim pojęcia holocaust. Sam holocaust zaś – jako wywyższony do pojęcia własnego i pisany wobec tego wielką literą – przez większość współczesnych rozumiany jest niesłusznie jednoznacznie jako termin określający zagładę Żydów dokonaną przez niemieckich nazistów, marksistowskich narodowych socjalistów, czyli III Rzeszę i jej koalicjantów podczas II Wojny Światowej.  W rzeczywistości zaś termin holocaust pochodzi z kościelnej łaciny (jako adaptacja greckiego holókauston – rodzaju nijakiego imiesłowu holókaustos oznaczającego „spalonego w całości”, a pochodzącego od czasownika holo-kautóo określającego „spalanie ofiary w całości”) i oznacza dosłownie „całopalenie”. Odnosi się pierwotnie do religijnej ofiary całopalnej (spalonej doszczętnie), którą Żydzi składali na ołtarzu w czasach Starożytności.
 Ja osobiście jestem przeciwny jednoznacznemu utożsamianiu obydwu terminów jako synonimów oraz jako określających współcześnie li tylko zagładę Żydów w czasie II Wojny Światowej. Podobnie jak twierdzi wielu ludzi (w tym też wielu Żydów) uważam, że termin shoah jest stosowniejszy do określenia masowego ludobójstwa zmierzającego do całkowitej zagłady lub zniszczenia, niż termin holocaust mający dla wielu pozytywne, religijne konotacje biblijne. Warto zauważyć, że używając terminu holocaust np. tylko w odniesieniu do zagłady Żydów w czasie II WŚ, musielibyśmy zawęzić obszarem znaczeniowym ich zagładę tylko do samej ich śmierci w komorach gazowych i późniejszym „całospaleniu” w krematoriach. W takim znaczeniu morderstwa i zagładę dokonywaną bez późniejszego „całospalenia” nie możemy nazywać częścią holocaustu, jako pierwotnie znaczącego właśnie całospalenie.
(0) https://krzysztofjaw.blogspot.com/2018/02/barbarzynstwo-manipulacji-cynizm.html
(1) i (2) Więcej w zakresie informacji m.in. w moim poście: Shoah, czyli zagłada – największy holocaust w historii świata…(3) Polecam książkę: Norman G. Finkelstein, PRZEDSIĘBIORSTWO HOLOKAUST, Rabin Arnold Jacob Wolf, Uniwersytet Yale1, 1 Michael Berenbaum, After Tragedy and Triumph, Cambridge, 1990
—————————————
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad… © Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *