Autor Marlena Nowakowska | EURACTIV.pl

Michel Barnier chce zostać kandydatem francuskiej centroprawicy w wyborach prezydenckich w 2022 r., a następnie pokonać w głosowaniu Emmanuela Macrona. Na razie były unijny negocjator ds. brexitu przyciąga uwagę ze względu na swój program. Mówi, że Francja powinna odzyskać suwerenność prawną przed europejskimi sądami, a Nigel Farage nazywa go hipokrytą. Czy Michel Barnier proponuje Francuzom „frexit”?

W wypowiedziach Michela Barniera, byłego negocjatora UE ds. brexitu, coraz częściej pobrzmiewają eurosceptyczne pomysły. Polityk, który aspiruje do prezydenckiej nominacji w wyborach prezydenckich w 2022 r. we Francji z ramienia centroprawicowego ugrupowania Republikanów (Les Républicains; LR) chce ograniczenia roli sądów europejskich, zwiększenia kontroli imigracji oraz przede wszystkim „odzyskania suwerenności prawnej”.

Kiedy 26 sierpnia na antenie TF1 Barnier zapowiedział swoją chęć wystartowania w prawyborach Republikanów – odbędą się na początku grudnia – wzbudził zainteresowanie mediów. Uwagę przykuły zwłaszcza jego poglądy na temat UE. Nie spodziewano się, że po trwających 1,6 tys. dni trudnych negocjacjach dotyczących wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty, ich główny negocjator broniący unijnych interesów uderzy w eurosceptyczne tony.

Zdumienie potęguje fakt, że Barnier związany był z unijnymi strukturami przez przeszło dwie dekady. Po dwóch latach w roli ministra ds. europejskich (1995-1997) w 1999 r. został powołany na przedstawiciela Francji w Komisji Europejskiej. Sprawował funkcję unijnego komisarza ds. polityki regionalnej (1999-2004) oraz ds. rynku wewnętrznego i usług (2010-2014).

Kiedy pod koniec lipca na łamach dziennika „Le Figaro” napisał o swoich refleksjach dotyczących reformy UE, okazało się, że w swojej narracji Barnier przypomina nieco czołowych europejskich eurosceptyków. Uderzająca wydaje się choćby idea przeprowadzenia referendum w sprawie polityki migracyjnej i wprowadzenia moratorium na wszelką imigrację, w tym łączenie rodzin. Barnier chciałby ustanowienia tzw. „tarczy konstytucyjnej”, która miałaby umożliwić Francji opracowanie własnej polityki imigracyjnej poza UE bez ingerencji europejskich sądów.

W wypowiedziach Barniera słychać wyraźnie echa brexitu, bowiem odmowa wprowadzenia zwiększonej kontroli imigracji oraz ograniczenia roli europejskich sądów była  jedną z przyczyn opuszczenia Unii przez Zjednoczone Królestwo.

Ponadto 9 września francuski polityk napisał na Twitterze, że Francja „musi odzyskać suwerenność prawną, aby nie podlegać orzeczeniom TSUE (Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej) czy ETPCz (Europejskiego Trybunału Praw Człowieka)”. Lawina negatywnych reakcji internautów sprawiła, że po 6 godzinach autor usunął swój wpis.

Zdziwienia ostatnimi wypowiedziami Barniera nie kryją francuscy europosłowie. „Czyżby spędził zbyt dużo czasu z Borisem Johnsonem?”, spytała na Twitterze Nathalie Loiseau z prezydenckiego ugrupowania LREM. Z kolei główny ideolog brexitu Nigel Farage stwierdził, że słowa Barniera świadczą o największym akcie hipokryzji, jaki widział we współczesnej polityce.

„Pouczał mnie, że byłem ograniczony i zacofany, że nie rozumiałem, że granice państw nie mają już właściwie znaczenia. Teraz sam mówi, że trzeba bronić francuskiej suwerenności, wyroki unijne nie powinny być przestrzegane przez Francję i należy przeprowadzić referendum w sprawie polityki migracyjnej”, podkreślił nie bez zdziwienia Farage.

Francuz przekonuje jednak, że daleko mu do jednej z głównych twarzy brexitu. „Moje propozycje konsultowałem z najlepszymi ekspertami francuskiego parlamentu i prawnikami europejskimi. Ani francuskie, ani europejskie procedury azylowe nie działają dobrze. Jeśli chodzi o tych w Brukseli, którzy mnie teraz krytykują: różnica między nami polega na tym, że to ja zarządzałem brexitem i nie chcę kolejnych exitów”, podkreślił w rozmowie z „Die Welt”.

Europejczyk, ale nie euroentuzjasta

Mimo że Michel Barnier nadal uważa brexit za ogromny błąd, to na pewno nie można określić go mianem „euroentuzjasty”. W niedawno wydanej książce swojego autorstwa zatytułowanej My Secret Brexit Diary: A Glorious Illusion pisze, że „ludzie obracający się w brukselskiej bańce są przekonani, że zawsze mają rację”.

Krytykuje unijnych urzędników za to, że „nie chcą słuchać innych ani niczego zmieniać”, a taka „właśnie zamknięta postawa doprowadzi do kolejnych exitów w Europie”. Twierdzi, że „nie jest federalistą, ani nigdy nim nie był”. Mówi o sobie, że „jest Europejczykiem”.

Jak twierdzi, niektóre decyzje TSUE nie odpowiadały francuskim potrzebom w dziedzinie bezpieczeństwa. Dlatego proponuje przeprowadzenie referendum. Pomysł polegałby na tym, że parlament co roku ustalałby limit imigracji, a gwarancja konstytucyjna pozwoliłaby Francji na przedefiniowanie nieskutecznych polityk i forsowanie zmian w Europie.

Barnier przytacza w tym kontekście sprawę migranta z Rwandy, który przyznał się do zabicia księdza w Nantes w zeszłym miesiącu, wypuszczony w oczekiwaniu na proces za rzekome podpalenie miejskiej katedry w zeszłym roku.

„Kiedy coś nie działa, musimy to zmienić. Musimy zająć się problemami, takimi jak status osób spoza UE, które popełniają przestępstwa we Francji i powinny zostać deportowane, ale nie są deportowane”, powiedział.

Strategia obliczona na wybory

Według portalu Politico zaskakujące wypowiedzi i pomysły Barniera wpisują się w retorykę zbliżającej się kampanii wyborczej, a zwłaszcza poprzedzających ją prawyborów w LR.

Na ten moment gotowość do startu deklaruje piątka pretendentów. Oprócz Barniera są to szef regionu Haute-de-France Xavier Bertrand, prezydentka Ile-de-France Valérie Pécresse, poseł Eric Ciotti oraz były europoseł Philippe Juvin.

Wszystkich łączą bardzo podobne poglądy. Kontrowersyjne, z pozoru eurosceptyczne pomysły mogą być zatem próbą podjętą w celu wyróżnienia się z tłumu, która pozwoliłaby Barnierowi stanąć do walki z obecnym prezydentem Francji Emmanuelem Macronem oraz kandydatką Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen.

Taki scenariusz jest jednak mało realny. Według najnowszego sondażu przeprowadzonego dla Republikanów i opublikowanego 22 września w dzienniku „Le Parisien” sympatycy partii oraz ci, którzy oceniają swoje poglądy jako prawicowe, zapytani o to, kto ma największe szanse na pokonanie Marine Le Pen w drugiej turze wyborów prezydenckich wskazali na Xaviera Bertranda (71 proc.) i Valérie Pécresse (57 proc.).

Problemem Barniera jest jego wieloletnia nieobecność we francuskiej polityce. Polityk ten jest bardziej znany w Brukseli i w Londynie niż w Paryżu. Dlatego ostatnie komentarze – abstrahując od realności ich zrealizowania – mają pomóc mu przyciągnąć zainteresowanie członków LR, którzy w grudniu będą głosowali w partyjnych prawyborach. Były unijny negocjator znajduje się w sondażu „Le Parisien” na trzeciej pozycji z wynikiem 37 proc. Jego szanse są więc niewielkie.

Polityczne samobójstwo?

Wielu europarlamentarzystów wyraziło ubolewanie, że polityk tego kalibru stracił kontakt z rzeczywistością i stał się ofiarą politycznego oportunizmu.

Dziennik „Libération” mówi wprost, że taki ruch Barniera to dla niego „prawdziwe polityczne samobójstwo”, ponieważ w polityce krajowej kojarzony jest właściwie tylko z jego działalnością w strukturach europejskich. Ton i retoryka jaką przyjął nie przyniosą mu zatem korzyści, ocenia gazeta.

źródło – www.euractiv.pl

obrazek – www.flickr.com

Dzięki Waszej pomocy i Waszemu wsparciu wolne media mogą funkcjonować. Proszę wesprzyj naszą walkę o wolność słowa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *