To, co w Polsce dzieje się na wschodniej granicy, w Hiszpanii zaczęło się kilka lat temu. Z pozoru biedni ludzie usiłowali wejść do kraju w poszukiwaniu lepszego życia. Po kilku latach praktycznie otwartych granic, kraj zmienił się nie do poznania, rabunki, gwałty nawet napady z bronią w ręku, są na porządku dziennym. Czy tego chcemy w naszym kraju?

Jak podają źródła z Gwardii Cywilnej, 12 października tego roku podczas gwałtownej napaści na granice Hiszpańskie w Autonomicznym mieście Melilla przez imigrantów pochodzenia subsaharyjskiej, jeden z oficerów Guardia Civil został raniony w twarz z hakiem – narzędziem do wchodzenia sześciometrowy podwójny płot graniczny. Pomimo „pomimo urządzenia zabezpieczającego granicę i działań Gwardii Cywilnej przy współpracy sił marokańskich kilku napastnikom udało się wedrzeć do kraju. Poprzedni epizod miał miejsce 1 października, kiedy Państwowe Siły Bezpieczeństwa (FCSE) i siły marokańskie uniemożliwiły wtargnięcie ponad 700 imigrantów. Atak miał miejsce o świcie, kiedy otoczyli granicę z zamiarem dostania się do Autonomicznego Miasta. Według źródeł z Benemérita nielegalni imigranci stosowali „taktykę wojskową” i próbowali wejść „podzieleni na grupy, aby rozproszyć agentów pilnujących ogrodzenia”. Przeprowadzając takie ataki na granice w mieście Melilli, w ciągu zaledwie czterech miesięcy ponad 2700 nielegalnych imigrantów próbowało w brutalny sposób przedostać się na terytorium Hiszpanii, a ponad 500 z nich się udało się to zrobić. Od czerwca ubiegłego roku takie epizody powtarzają się z większą częstotliwością i przybierają na sile. Obecnie autonomiczne miasto Melilla jest zagrożone przez mafie nielegalnej imigracji. Od czerwca tego roku w tych starciach zostało rannych ponad 30 agentów. Źródła z Krajowego Komitetu Sprawiedliwości Straży Cywilnej (JUCIL) ujawniają, że od miesięcy ostrzegały rząd przed oczywistymi atakami i niebezpieczeństwie, jakie zagraża Melilli.

Dzięki Waszej pomocy i Waszemu wsparciu wolne media mogą funkcjonować. Proszę wesprzyj naszą walkę o wolność słowa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *