Autor Anna Wolska | EURACTIV.pl

Wskutek coraz poważniejszych protestów przeciw rosnącym cenom paliw prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew ogłosił dwa tygodnie stanu wyjątkowego w największym kazachskim mieście oraz w obwodzie mangystauskim na południowym-zachodzie kraju. W wyniku starć demonstrantów z policją i wojskiem zatrzymanych miało zostać co najmniej 200 osób.

Protesty w Kazachstanie trwają od Nowego Roku. Wybuchły, gdy władze uwolniły od 1 stycznia ceny paliw, w tym bardzo popularnego wśród kazachskich kierowców skroplonego gazu, który bardzo szybko stał się ponad dwa razy droższy niż dotąd. Cena za litr poszybowała z 50 tenge (około 45 groszy) do 120 tenge (około 1,1 zł).

Co najmniej 200 zatrzymanych

Wczoraj (4 stycznia) protesty przybrały jednak ostrzejszy przebieg, a manifestanci usiłowali wedrzeć się m.in. do siedziby burmistrza największego miasta kraju – liczącego niemal 2 mln mieszkańców Ałmaty. Broniąc budynku policja użyła granatów hukowych i gazu łzawiącego.

Do dużych protestów dochodziło też w miastach Aktau i Żangaözen w obwodzie mangystauskim nad Morzem Kaspijskim. Na wczorajsze manifestacje wściekli z powodu podwyżek ludzie przychodzili już z kijami i kamieniami.

Dochodziło więc do starć między manifestantami a policją i ściągniętym do pomocy wojskiem. Tylko w Ałmaty, jak poinformowało Radio Swaboda, zatrzymanych zostało co najmniej 200 osób. Danych na temat zatrzymań w Aktau, Żangaözen czy mieście Aktobe na północy czy Karagandzie na wschodzie, gdzie także doszło do protestów, nie udało się na razie ustalić.

Apele o odejście Nazarbajewa

Rozjuszeni manifestanci nie tylko atakowali policyjne radiowozy, ale potrafili nawet zmusić do ucieczki transportery opancerzone czy armatki wodne. Dochodziło też do podpalania czy wywracania do góry kołami policyjnych radiowozów. Na ulicach powstawały też barykady, a ludzie nie pozwalali dojechać w miejsce protestów policyjnym i wojskowym posiłkom.

Nieco spokojniej było natomiast w stolicy kraju – mieście Nur-Sułtan. Tam zorganizowano wielki marsz przeciwników rządu, którzy usiłowali podejść pod budynki rządowe, domagając się całkowitego odejścia z życia politycznego wszechwładnego szefa Rady Bezpieczeństwa Państwa (przez wiele lat rządzącego niepodzielnie jako prezydent) Nursułtana Nazarbajewa, na cześć które nazwano stolicę, która wcześniej nazywała się Astana.

Policja nie pozwoliła jednak manifestantom dojść pod rządowe budynki w Nur-Sułtanie, a wobec tych, którzy nie chcieli się rozejść użyto armatek wodnych i gazu łzawiącego. Do protestów i zamieszek doszło we wszystkim większych miastach kraju. W niektórych – jak w Aktau – manifestanci usiłowali rozbić obóz na głównych placach.

Tokajew: Rząd nie upadnie

Protestów nie uspokoiło jednak nawet to, że wczoraj rząd wycofał się z uwolnienia cen skroplonego gazu i zapowiedział ich powrót w okolice 50 tenge. W Kazachstanie drożeje bowiem wiele towarów czy surowców. A gaz skroplony jeszcze na początku ubiegłego roku kosztował około 38 tenge.

Prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew w nocy z wczoraj na dziś (5 stycznia) ogłosił więc wprowadzenie stanu wyjątkowego w Ałmaty oraz w obwodzie mangystauskim. Natomiast na terenie całego kraju mnożyły się doniesienia o tym, że przestaje działać internet i sieć komórkowa. Są też kłopoty z zalogowaniem się do serwisów społecznościowych, w tym najbardziej w Kazachstanie popularnych – Telegramu i Facebooka.

„Rząd nie upadnie, ale zależy nam na wzajemnym zaufaniu i dialogu, a nie na konflikcie. Atakowanie budynków rządowych oraz nawoływanie do tego to łamanie prawa” – powiedział Tokajew w opublikowanym w nocy nagraniu wideo.

Manifestanci domagali się jednak, aby prezydent przyjechał z nimi porozmawiać osobiście. Tokajew zamiast tego zdymisjonował w nocy rząd Askara Mamina. Oskarżył bowiem radę ministrów o odpowiedzialność za podwyżki.

źródło – EURACTIV.pl

obrazek – Protest w Ałmaty, źródło: Twitter/Bakhti Nishanov (@b_nishanov)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.